poniedziałek, 30 maja 2016

Włoska pizza, która wychodzi w domu

Kocham pizzę.

Wieśniackie ukradzione zdjęcie. Obiecuję dać własne w najbliższym czasie!
 
Od lat przygotowuję w domu pizzę. Staram się, żeby była to pizza domowa. Ze wspaniałych, świeżych, naturalnych składników. Świeżych ziół, dobrego sera. Z jednym, lub dwoma składnikami. Pizza jaką jadam we Włoszech, nie w polskich czy angielskich budach, knajpach, takeawayach... Pizza prawdziwa. Pizza niewałkowana, wyrabiana w całości rękami. Pizza, którą moje dzieci jedzą bez ketchupu ani innych świństw, którymi w naszym pięknym kraju "poprawia się" smak.

Próbowałem różnych przepisów na ciasto. Tych z restauracji, w których pracowałem, tych od znanych kucharzy z telewizji i książek, z różnym sukcesem. Te z restauracji rosną za wolno, bo proporcje są na wolno rosnące ciasto w hurtowych ilościach. Te z książek i telewizji zazwyczaj wychodzą zbyt suche, zbyt mokre, zbyt takie lub takie. Idealne proporcje znalazłem u Doroty z Moje Wypieki przy okazji przepisu na chlebek foccaccia. Ilości są idealnie wymierzone, skalowalne i z tego przepisu pizza wychodzi zawsze.

Składniki

Ciasto na 2 szt.

  • 350 g mąki pszennej (można dać 300 g mąki i 50 g semoliny z pszenicy durum - będzie bardziej chrupiąca)
  • pół łyżeczki soli
  • Dorota podaje w przepisie 7 g drożdży suchych. Ja używam ok 20g świeżych. Jeżeli się spieszysz możesz dać 14 g suchych lub 25 g świeżych.
  • 210 ml ciepłej wody. Nie gorącej, bo zabije nam drożdże. Nie letniej, bo ostudzi się od miski i mąki i będzie i tak zimna. Ciepłej.
  • Łyżka - dwie dobrej oliwy z oliwek.

Sos

  • Puszka dobrych pomidorów 
  • Kilka gałązek bazylii
  • Gałązka rozmarynu
  • Łyżeczka cukru
  • Kilka łyżek dobrej oliwy z oliwek
  • Sól i pieprz

Dodatki

  • np. cebula, tuńczyk i kilka kaparów
  • np. prosciutto di parma a na wierzch rucola z oliwą

Przygotowanie

Ciasto: 

Bez cackania się - odmierzone składniki (Ważne! Zważ składniki!) wrzucamy do miski, mieszamy do połączenia, wyrzucamy na blat i wyrabiamy ręką oprószoną mąką. Ciasto nie będzie się kleić, brudzić, będzie idealne. Boski przepis. Dzięki Dorota!
Po wyrobieniu przez kilka minut odstawiamy ciasto na godzinę do michy do wyrośnięcia. Po godzinie, kiedy urośnie podwajając objętość odgazowujemy ciasto uderzając kilkakrotnie, aż zgromadzony dwutlenek węgla uleci. (nie, nie spowoduje to globalnego ocieplenia) Następnie ciasto dzielimy na pół (ja zawsze ważę, bo jestem takim właśnie pedancikiem) i wyrabiamy dwie kule. To jest dość trudne do wytłumaczenia... Chodzi o to, żeby zrobić takie dwie kulki jak z plasteliny. Ważne, żeby były gładkie od spodu. Jeżeli od spodu będzie widoczna dziurka, będą się robić dziury przy formowaniu, więc ten etap jest dość ważny. Kulki niech rosną jeszcze raz, aż podwoją objętość.


Po ok 40 minutach można włączać piekarnik. Na maksa. Ile fabryka dała. Piec musi być gorący jak piekło. Bierzemy sobie kulkę, odwracamy do góry nogami i zaczynamy palcami formować rant na brzegach. Ważne, by wręcz nie dotknąć palcami samego brzegu, tylko ugniatać i rozciągać przestrzeń ograniczoną tym 1-2 cm brzegiem. Ciasto nadaje się do podrzucania, kręcenia, jest idealne. Formujemy okrągły placek tak, żeby wyglądał tak:


Na gotowy placek nakładamy sos, mozzarellę i nasze dodatki. Wkładamy do pieca na dużej kwadratowej blasze. Dla uzyskania ekstra chrupkości spodu blachę polewam oliwą z oliwek. Pieczemy do momentu, aż brzegi i spód będą rumiane.

Uwaga - na końcu porada dot. pizzy z prosciutto.

Sos pomidorowy

Wymienione wyżej składniki wrzucić na patelnię na mały gaz, gotować rozgniatając pomidory do momentu zredukowania do gęstej masy. Podana ilość - 1 puszka pomidorów - starcza na ok 3 pizze.



Porady.

Moja ukochana pizza to prosciutto rucola. Pizzę pieczemy jak margheritę - sam ser i sos. Po upieczeniu wykładamy na nią plastry prosciutto a na wierzch wykładamy rucolę z oliwą muśniętą octem balsamicznym. Rewelacja.

Nie nakładaj na pizzę zbyt dużo warzyw. W piecu puszczają wodę i pizza robi się mokra i okropna. 

W ogóle ogranicz się do minimum doskonałej jakości składników - uzyskasz najlepszy rezultat.



Jedyne zdjęcie, jakie zdążyłem zrobić zanim mi rozkradli całą pizzę... Obiecuję, że następnym razem postaram się zdążyć zrobić porządne!

Placki po cygańsku (a właściwie po grudziądzku)

Cześć i czołem...


  Proszę docenić, że po raz prawie że pierwszy nie kradnę zdjęć :P

Trochę wstyd, co? Tyle lat ani mru mru... A teraz ni stąd ni zowąd BUM! Przepis. Wszystko przez to, że od półtora roku mieszkam z powrotem w Anglii, a z tym wiązało się na początku tułanie się po obleśnych chatach, później gromadzenie sprzętu kuchennego i tak dalej. Emigranci wiedzą.

Dość, że jestem. Jestem gotów. Mam w kuchni to, czego najbardziej potrzebuję i mogę gotować. Bo kocham gotować! A więc bez zbędnego biadolenia - do dzieła!

Placki na sposób przedstawiony poniżej jadłem po raz pierwszy u drogich przyjaciół w Anglii. Oboje są z Grudziądza, więc pozwolę sobie nazwać przepis plackami po grudziądzku. 
  
Placki są wyśmienite. Bogate w smaki, sycące, o chrupiącej i kremowej zarazem konsystencji. Mięsne, ale lekko kwaskowe dzięki ogórkom. Po prostu wspaniałe.

Składniki na sos/gulasz/to na wierzchu (jak zwał tak zwał)

  • 1 kg wołowiny
  • 2 papryki czerwone (najlepiej te podłużne)
  • 300g pieczarek
  • 1 por
  • 2 marchewki
  • 1 puszka groszku
  • 1 duża cebula
  • tłuszcz do smażenia
  • żółty ser starty
  • kilka ogórków marynowanych pokrojonych w kosteczkę 
  • ketchup i majonez

Składniki na plendze (placki ziemniaczane)


  • Użyłem pięciu pyr wielkości pięści
  • Dwa jajka
  • pół łyżeczki soli
  • kilka łyżek mąki. Spokojnie, nikt nie będzie z tego strzelać. Daj na oko tak, żeby nie było ciapowate...

 Przygotowanie

Sos

Wołowinę kroimy w kostkę. Solimy i pieprzymy. Wrzucamy na rozgrzany tłuszcz. Smażymy sauté. Cały smak potrawy bierze się ze skarmelizowanych cukrów zawartych w mięsie, więc nie boimy się go porządnie przyrumienić.
 

W międzyczasie siekamy pieczarki i cebulę. Smażymy osobno.

  

Po usmażeniu dorzucamy do mięsa. Dodajemy posiekaną w kostkę marchew, paprykę i groszek. Por dokładnie płuczemy i drobno siekamy, a następnie również wrzucamy do gara. Dusimy 2-3h aż mięso będzie się rozpadać.


Plendze

Na najmniejszych oczkach tarki ścieramy pyry. Dodajemy jajka, sól i mąkę. Mieszamy. Na patelni podgrzewamy olej. Wykładamy po ok. 2 łyżki masy na 1 placek i wyrównujemy łyżka, żeby grubość była mniej więcej równa. Smażymy z dwóch stron na złoto.

 

Połączenie

Ścieramy żółty ser, przygotowujemy sos z kilku łyżek majonezu i łyżki ketchupu. Na zdjęciu widać, że zapomniałem kupić sera w kawałku i musiałem posiekać plastrowany. Tez może być ;)


... I samo zakończenie. Na gorący placek nakładamy ser i przykrywamy go gorącym gulaszem, żeby się stopił. Na wierzch sos majonezowy i siekane korniszony. 



...I efekt końcowy. Pycha.

środa, 16 marca 2011

Męskość w plastrach - Beef Jerky - Etap I

Będąc na swojej męskiej diecie już trzeci tydzień zauważyłem, że brakuje w niej przekąsek. Kiedy człowiek się odchudza, nietrudno utrzymać reżim podczas posiłków. Lecz kiedy pojawia się ochota na to, by coś schrupać, kiedy żona wcina czekoladę a dzieci chipsy, szlag może człowieka trafić. Wymyśliłem więc, że czas zmajstrować sobie męską przekąskę. Po pierwsze musi być zgodna z Męską Dietą, a po drugie - musi licować z męską godnością.

  • Wszystko z ziemniaków odpada - węglowodany.
  • Wszystko z ryżu i makaronu odpada - j.w.
  • Popcorn odpada - tłuszcz i węglowodany.
  • Orzeszki ziemne - bez soli, te w skorupkach a nie prażone na tłuszczu - mogą być, chociaż też są niby tłuste...
  • Jajka?? Przekąska z jajek?? O zgrozo!
  • Ryby - niby mogą być, ale śmierdzą. Ruskie jedzą takie suszone rybki - niby w porządku, ale bez piwa to chyba grzech... Poza tym, jak już mówiłem - waniają straszliwie. Wędzone brudzą łapy - niepraktyczne przy kompie.
  • Mięcho... Ukochane mięcho. Nieocenione, niezawodne mięcho - trzeba było coś z niego przygotować. Parę godzin researchu zaowocowało decyzją. Beef Jerky. 
Beef Jerky to amerykańska nazwa na suszoną wołowinę. Jest to tradycyjny indiański sposób konserwowania mięsa przy użyciu soli i dumy, bądź słońca. W Stanach dostępna wszędzie, jak Snickersy u nas. Do tego w kilkunastu smakach. Na śniadanie dzisiaj zjadłem dwie paczki tego cuda przysłane przez szwagierkę i, nie przesadzam, szczęka mi opadła. Fan-tas-tycz-ne. Jedyne, co mnie zmartwiło to ilość chemicznych dodatków. Postanowiłem więc wykonać takowe cudo samodzielnie bez dodatków chemicznych. Oto przepis na Beef Jerky z 700 g wołowiny. Myślę, że po wysuszeniu zostanie około 200 g. 


Produkty:
  • Najlepsza wołowina, jaką możesz dostać. Pamiętaj - będziesz ją żuć praktycznie na surowo. Niech będzie krucha, niepoprzerastana, fantastyczna. Pamiętaj też, że podczas suszenia pozbywamy się wilgoci a nie tłuszczu. Tłuszcz zostaje i może zjełczeć a nawet przejść w stan zwany jadem kiełbasianym. Zgoda - jad kiełbasiany jest w cenie - można go sprzedawać jako broń masowego rażenia, lub klinikom chirurgii plastycznej (nazwa handlowa - botoks). I choć jestem pewien, że Edyta Górniak na pewno ucieszyłaby się domową metodą produkowania go - nasze Beef Jerky będzie lepsze chude i zdrowe.
  • Sos sojowy,
  • Sos Worcestershire,
  • Pieprz czarny, świeżo zmielony,
  • Papryka ostra - najlepiej w formie peperoncini - malutkich papryczek rozgniatanych bezpośrednio przed użyciem,
  • Cebula,
  • Parę ząbków czosnku,
  • Odrobina imbiru
  • Brązowy cukier (bez skojarzeń)
  • Na końcu w celu dodania męskości dorzuciłem jeszcze dwa dodatki: whisky i musztardę Dijon.
Narzędzia:
W poznaniu to się nazywa raszki.
Chętnie się dowiem, jak brzmi
nazwa oficjalna...
  • Ostry nóż,
  • Miska,
  • Deska do krojenia,
  • Piekarnik
  • Hmmm, po poznańsku to się nazywa "raszki" - hehe, takie coś, na czym stawia się blachy w piekarniku. Taka jakby kratka, tylko z równoległych... o matko idę zrobić zdjęcie. Raszek :P
  • Folia aluminiowa
  • Ręczniki papierowe
  • Zwykłe utensylia typu łyżka, czy szklanka, niewarte wspomnienia.
Przygotowanie:

Pierwsza sprawa - przygotowanie Beef Jerky nie jest robotą na 10 minut. Można ją podzielić na trzy etapy.

Etap pierwszy - krojenie i marynowanie
  • Umyj ręce. Szczególnie, jeśli robiłeś nimi rzeczy, o których twoja matka wolałaby nie wiedzieć... Jeżeli nawet nie - umyj mimo wszystko. I rób to co chwilę, po każdym dotknięciu czegoś niezwiązanego z jedzeniem, które przygotowujesz. 
  • Naostrz dobrze swój ukochany nóż, którego zazwyczaj używasz do szlachtowania dzików, niedźwiedzi i ruskich mafiozów. Naostrz go dobrze. Jesteś w końcu facetem, prawda? Tępe noże w domu to straszna plama na honorze... I ciężko nimi porządnie kroić...
  • Przygotuj deskę do krojenia, wyżej wspomniany element broni białej oraz miskę.
  • Po lewej stronie na zdjęciu moja ostatnia paczka Beef Jerky w sosie Teriyaki - coby nie było, żem gołosłowny.



  • Pokroj wołowinę na cienkie (3-4 mm) plastry. Najlepiej to zrobić wkładając mięso na jakieś 15-20 minut do zamrażarki - do momentu, kiedy pojawią się na nim kryształki lodu. Zdecydowanie ułatwia to krojenie. Mi się jednak nie chciało. Użyłem pokrojonych uprzednio plastrów na zrazy, więc musiałem je przekroić na pół w poprzek. Jeśli wydaje ci się to trudne do wykonania - wróć do punktu pierwszego.



  • Cienkie plastry mięsa należy pokroić w pasy. Postaraj się kroić w poprzek włókien - łatwiej wtedy odłamywać kawałki beef jerky, a także żuć je nie tracąc przy tym uzębienia, co pozwala nam powtarzać tę czynność kiedy tylko mamy na nią ochotę, a nie - kiedy mamy akurat zbędne kilkaset złotych na dentystę.
  • Plastry wrzucamy do miski.

  • Obierz i posiekaj lub zetrzyj na tarce cebulę.
  • Po pierwsze - cebulę obiera się zdecydowanie szybciej, jeśli ją najpierw przekroić na pół. A skoro mamy ją siekać to tak czy inaczej będziemy ją przekrajać. 
  • Po drugie - kiedy siekasz lub ścierasz (trzesz?) cebulę na tarce - staraj się nie nachylać i nie podglądać fantastycznych efektów swojej pracy jeśli lubisz swoje oczy. Jeśli natomiast lubisz je drażnić do łez - nachylaj się do woli. 
  • Tak więc cebulę można zetrzeć na tarce (wersja dla mało ambitnych). Ja jednak staram się nigdy nie tracić okazji do trenowania się w szybkim siekaniu swoim ukochanym narzędziem zbrodni. Efekty treningu - do michy.

  • Czosnek najłatwiej obrać jeśli lekko przycisnąć go nożem tak, by pękła skórka.
  • Na siekanie czosnku jestem jednak zbyt leniwy - używam praski... - i do mięsa...








  • A więc mamy w misce mięso, czosnek i cebulę. Czas na sos worcestershire - ja dodałem ok. pół szklanki...,








  • ...Sos sojowy. Mój to ciemny sos sojowy grzybowy. Zbyt intensywny, rozcieńczyłem go z wodą 50/50.






  • Ścieramy kawałek imbiru - odrobinę... Ja użyłem ok 1 cm.




  • Peperoncini - użyj tyle, ile lubisz... Pamiętaj, żeby wcześniej je rozgnieść.






  • Dość istotna rada. Po rozgniataniu palcem peperoncini doradzam wstrzymać się z dotykaniem tym palcem jakichkolwiek co wrażliwszych regionów skóry swojej czy hmm cudzej. Pod warunkiem, rzecz jasna, że nie chcemy, by nam ten palec połamano lub, by męska wołowina w plastrach była ostatnią męską rzeczą, jaka nam została.

  • Czarny, świeżo zmielony pieprz. Pieprz świeżo mielony jest o tyle lepszy, że można samemu regulować jak drobno zmielony chcemy. No i oczywiście ma trzy tony aromatu więcej, niż taki, który wietrzeje w pieprzniczce tygodniami...






  • Jeśli bardzo lubimy Vegetę, możemy jej tu użyć. Do napełnienia kosza na śmieci. Wszelkie tego typu "jarzynkowe" badziewia oszukują nasz smak glutaminianem sodu (jeśli chcesz, spytaj wujka google. powie ci całkiem sporo na ten temat). My, jako prawdziwi mężczyźni, chcemy smaku wołowiny a nie jakiegoś gluto-czegoś. Vegeta leci do wiadra.


  • Tutaj coś kompletnie wbrew zaleceniom mojej Męskiej Diety - łyżka brązowego cukru lub miodu. Cóż, mam nadzieję, że od łyżki cukru (która będzie zresztą wylana razem z całą marynatą a mięso osuszone) nie umrę.





  • Doprawiamy nasze dzieło męskimi dodatkami - 50 ml whiskey...






  • ...i łyżeczką ostrej musztardy Dijon. I proszę, nie zastępuj jej, przepraszam, stołową albo sarepską. Bądźże mężczyzną...





  • Mieszamy wszystko dokładnie. Nie bój się użyć ręki. Przecież ją myłeś... A mięso nie gryzie. To ty będziesz je gryźć już niedługo. Do roboty więc!






  • Na tym w zasadzie kończymy tę fazę. Zamykamy michę szczelnie streczem kuchennym (lub jeśli kto woli - folią spożywczą) i pakujemy do lodówki na parę godzin. Lub całą noc, jeśli mamy tyle cierpliwości... 




Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. W praktyce, chociaż w formie pisemnej wygląda to na masę roboty, mi wszystko - z robieniem zdjęć i myciem naczyń w międzyczasie (tak wiem - mało męskie zadanie, ale po pierwsze - żony nie było w domu - a po drugie - jeśli chcę wciąż cieszyć się swoją męskością - lepiej myć naczynia po sobie w niektóre dni w miesiącu...) - zajęło 47 minut (co widać po dacie na każdym zdjęciu) - a więc tragedii nie ma.

Wieczorem ciąg dalszy - wieszanie i suszenie bez brudzenia piekarnika (bardzo przydatna umiejętność dla tych z nas, którzy nie lubią babskich krzyków i zrzędzenia w domu)

Męska decyzja - Męska dieta.

Mili Państwo, żarty się skończyły - tak mawiała moja fantatyczna nauczycielka języka Reja i Kochanowskiego - Jola Rżanek. A co konkretnie się skończyło? Otóż ni mniej, ni więcej, tylko czas bezkarnego podżerania wszystkiego pod rząd, zbierania opasłego katalogu wspomnień cudownych późnych obiadków, przedpodwieczorków, przekąsek międzypodwieczorkowych, podwieczorków właściwych i deserów po tychże, etc.; zwanego także śmietnikiem, balkonem lub prościej - brzuszyskiem. W ciągu czterech lat od ślubu udało mi się zebrać 20 kilo takich wspomnień i nastał czas ich gubienia. Nadeszła tak zwana czarna godzina, koniec świata, innymi słowy - dieta.

Diet, jak wiadomo, są setki tysięcy. Każda, oczywiście, jakżeby inaczej, jest dietą-cud. Jedyną słuszną, jedyną prawdziwą, samo zdrowie i tak dalej. 99% z nich oznacza w praktyce kilka spraw, z którymi nie mogłem się pogodzić:

  • Jedzenie niegodne człowieka,
  • Jedzenie niegodne, by nazywać je jedzeniem,
  • Jedzenie w ilościach niewartych wspominania,
  • Jedzenie w porach określonych z góry przez jakichś niegodnych zaufania jajogłowych,
  • Jedzenie niegodne mężczyzny!
Oczywistym było, iż przyjęcie jednego, z reżimów pasujących do któregokolwiek z powyższych określeń, po pierwsze - nie licowałoby z moją męską dumą, a po drugie - skończyłoby się szybko sromotną porażką, którą w samotności jeszcze możnaby znieść, ale w małżeństwie oznaczałaby spadek charyzmy o jakieś 970 pkt. i otwarcie na oścież furtki na przytyki wszelakiej maści. Czyli coś kompletnie nie-do-zaakceptowania.

I wtedy trafiłem na faceta, który, zda się, urwał się z choinki. Francuza twierdzącego, że najlepszą i najszybszą metodą na powrót do zniewalającej męskiej sylwetki i wywoływania omdleń u niewiast w każdym wieku, jest jedzenie tego, co najbardziej lubię - mięsa. Początkowo myślałem, że to tylko jakiś żart, lecz im więcej czytałem na ten temat, tym bardziej chciałem przekonać się na własnej skórze. A raczej na własnej słoninie. Nie będę tutaj powielać zasad dietu Pierre'a Dukan'a, zwanej planem Protal - wujek google jest w tej materii (jak i w każdej innej) bardzo pomocny. Pochwalę się tylko, że w ciągu pierwszych 15 dni zgubiłem 6,4 kg "wspomnień" jedząc 3 posiłki dziennie. Trzy posiłki składające się na przykład z:
  • Śniadanie - steak z tuńczyka
  • Obiad - steak z wołowiny
  • Kolacja - steak z łososia
Przepisy, jakie będę dodawał w najbliższym półroczu - będą przepisami zgodnymi z dietą protal, mającymi doprowadzić mnie z etapu obrazka górnego, do dolnego.

czwartek, 14 maja 2009

Chleb z oliwkami

Tak tak, to prawda - dzisiaj po raz pierwszy tak naprawdę zrobiłem fotki sam i nikomu ich nie kradłem. Sam się dziwię, że mi się faktycznie chciało... Ale do rzedczy.

Chleb... Mieszkając na Litwie można spróbować dziesiątków rodzajów ciemnego chleba takiego lub innego, z takimi a to takimi pierdołami. Problem w tym, że 99% chleba sprzedawanego w tym kraju jest "z worka"!!! Wyobraźcie sobie, że serio nie ma tu małych piekarni na rogu pachnących na cały kwartał, nie ma! Są markety, w których chleb sprzedaje się z worka. Z normalnego ordynarnego foliowego worka! Worka, który nie wpuszcza powietrza i owszem, zachowuje wilgotność a zatem względną świeżość chleba przez dłuższy czas, jednak zabija w chlebie smak i zapach i w ogóle z cudownego dzieła piekarskiego robi wilgotny sprężynujący glut. Bardzo spadła moja opinia o litewskiej sztuce kulinarnej gdy się o tym przekonałem. Cóż o jedzeniu może wiedzieć nacja tak krzywdząca swój chleb powszedni?!

Jak więc domyślny czytelnik już na pewno się zdążył domyślić - chleb i bułki dla rodziny od jakiegoś tam czasu piekę sam. Pozwala mi to mieć zawsze świeży, pysznościowy chleb taki jak sam lubię, z takimi pierdołami jakie sam lubię (lub rodzina wymęczy) i żadnemu cholernemu marketowi nic do tego. Pozwolę sobie więc dzisiaj zacząć cykl o pieczywie.

Na początek - chleb oliwkowy tudzież chleb z oliwkami. Albo nie - na początek może powiem czego sam używam do pieczenia chleba żeby się w połowie nie okazało, że czegoś tam brakuje i trzeba lecieć do nocnego...

A więc mam w domu różniste mąki. Z pszennych używam 405D w Polsce znanej jako tortowa ale również takiej z pełnego przemiału 1850. Poza tym żytnia 720-tka i otręby pszenne. Na Litwie nakupiłem jakichś wynalazków jeszcze ale cholera wie co to tam w ich języku oznacza. Wygląda na ciemne i grubo mielone. I jest z żyta. Moja piękna twierdzi, że to jest kasza manna ale kobiety się przecież kompletnie nie znają na jedzeniu więc odpuśćmy to sobie. (Jak manna może być żytnia?!) Posiadam też taki dzbanek z podziałką, która pokazuje ile to jest 500g mąki i której i tak często nie słucham, piekarnik, michę, kopyść i czas. Dobra... do rzeczy:

Składniki:
  • Oliwa z oliwek - im lepsza tym oczywiście lepiej.
  • Mąka - ze dwie i pół szklanki pszennej 405D (drobno mielonej) + ze dwie - trzy łyżki otrąb pszennych + garść takiej z pełnego przemiału (opcjonalnie, ciasto od niej robi się takie jakby cięższe)
  • 1 jajko
  • 5 dkg (50g) drożdży (tylko idiota zapyta w tym miejscu czy spożywczych. Otóż owszem, spożywczych.)
  • Łyżka soli
  • Trochę wody ciepłej
  • Łyżeczka - dwie cukru
  • Odrobina bazylii i oregano
  • ok. 75 g - 100g oliwek czarnych (pół puszki takiej zwykłej) posiekanych

Przygotowanie:
  • Do garnka albo miseczki siakiejś wlać szklankę ciepłej wody + cukier, dwie łyżki mąki i pokruszyć do tego drożdże. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 15 minut do wyrośnięcia.
  • Do michy wrzucić mąkę, otręby, jajko, 2 łyżki oliwy, oliwki, bazylię i oregano, sól i wlać zaczyn (to z miseczki z drożdżami)
  • Cholernie dobrze wyrobić ciasto dolewając minimalnie wody, w razie konieczności. Zawodowcy zazwyczaj wspominają tu o wytrącaniu glutenu czy cuś... a ja powiem tylko, że ciasto ma być jednolite i dobrze jeśli czasem się z niego bąbel powietrza wydostanie.
  • Ciasto odstawić na 15 minut do wyrośnięcia w ciepłe miejsce przykrywając ściereczką i włączyć piekarnik na 180 stopni.
  • Blachę wyłożyć pergaminem, ułożyć na niej ciasto, przysypać mąką, zrobić 2 nacięcia i wpakować do pieca. Piec do zrumienienia - jakieś 25-30 minut.
  • WAŻNE: Nie jeść od razu po wyjęciu z piekarnika. Poczekać aż przestygnie bo inaczej...! Serio - poczekać co najmniej aż będzie letnie a nie gorące.
Chleb pięknie pachnie bazylią a oliwki dodają mu takiego extra sznytu, rewelka...

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Boeuf (lub Beef jak kto woli) Stroganoff

Boeuf Stroganoff lub hehe jak to się w Polsce często mówi - Befstrogonow wielu z nas może posłużyć jako pierwszy krok do kuchni francuskiej. Pomimo rosyjsko brzmiącej nazwy danie jest sztandarowym wręcz przykładem francuskiego sposobu gotowania. Danie to jest wykwintne i można spokojnie podać je na przyjęciu, ale jest też w gruncie rzeczy proste do zrobienia, niedrogie i niektórzy (he, he) często podają je na codzienną kolację. Klasycznie podaje się go z kładzionymi kluseczkami, ale osobiście jestem zdania, że to zbyt dużo roboty i podaję z tagiliatelle, farfalle, linguini albo szczerze mówiąc z czymkolwiek - czasem nawet z -tak, wstyd mi- z ziemniarami!

Składniki:
  • Pół kilograma ładnej wołowiny
  • Pół kilo pieczarek
  • Stock wołowy lub wywar z kości lub ewentualnie bulion - ok. litra
  • Pół kostki masła
  • Olej do smażenia mięsa
  • Parę łyżek mąki
  • Sól, pieprz
  • 2 cebule
  • 4-5 ząbków czosnku
  • Koncentrat pomidorowy - najlepiej nie przyprawiany, nie litewski - po prostu skoncentrowane pomidorowe puree. Na Litwie najczęściej spotykamy tzw. Pomidoriu Padažas, w którym więcej jest octu i cukru niż pomidorów... W ostateczności można użyć tego cholerstwa.
  • Kilka łyżek kwaśnej śmietany
Przygotowanie:

Mięso kroimy w paseczki długości ok. 3 cm. Ważne by włókna mięśnia były jak najkrótsze czyli szerokość pasków mięsa uzyskujemy krojąc włókna w poprzek. Smażymy na złoty kolor w mocno rozgrzanym tłuszczu. Ważne jest by porządnie przysmażyć mięso - cały przyszły smak potrawy zależy od karmelizacji, jaką uzyskamy smażąc mięso.

W brytfannie lub garnku o grubym dnie zeszklić cebulkę na maśle i w międzyczasie pokroić pieczarki w ćwiartki. Można niby w plasterki ale lepiej wyglądają i smakują w ćwiartkach. Kiedy cebulka się już zrumieni dorzucić pieczarki i posmażyć je parę minut pozwalając im się troszkę "spocić" - niech puszczą trochę wilgoci. Dodać posiekany czosnek a natępnie posypać wszystko mąką i trochę podsmażyć cały czas intensywnie mieszając. Wrzucić dwie - trzy łyżki koncentratu pomidorowego i powoli wlać bulion - najpierw szklankę, później drugą itd. Wrzucić mięso z patelni i gotować na małym ogniu 2-3 godziny aż wołowina nam zmięknie.

Podawać jak wspomniałem wyżej - z kluseczkami lub makaronem w miseczkach. Na wierzch nałożyć chmurkę śmietany...

Pyszności!

P.S.
Dla znających angielski - wersja video z http://www.youtube.com/watch?v=4bEaOnsWIuU

środa, 15 kwietnia 2009

(Kryzysowa) zupa cebulowa

Taki, panie, kryzys dzisiaj, że nawet kraść zdjęcia mi się nie chciało ale to nieistotne. Jak zupa wygląda każdy wie... Cebulę jak kto znajdzie to też wie co to takiego więc po co tu się specjalnie naprężać...

Zupa cebulowa na grzankach i z serem... Jedna z najpopularniejszych zup kuchni francuskiej. Pomimo iż prosta w przygotowaniu, z tanich i prostych składników - jest podawana na przyjęciach, w restauracjach i... przygotowywana w przytułkach dla bezdomnych. Jednym słowem zupa dla każdego. Szczególnie na chłodniejsze dni.

Składniki:
  • Cebula ;) Dużo cebuli - tak z 700 g.
  • 2 łyżki masła
  • Łyżka mąki
  • 2 litry wody (lub oczywiście jeśli mamy - stock'u - wyjaśnię niezorientowanym kiedy indziej - lub rosołu albo wywaru z warzyw)
  • 100 g sera typu emmenthaler, maasdamer, gruyere, comte, cos w tym stylu. słodko-gorzkawy dobry żółty ser musi być. Na pewno nie ser typu promocja w litewskim supermarkecie.
  • Sól, pieprz
  • Bułka na grzanki - może być bagietka, biały chleb
  • Po 1 kieliszku wódki na każdą porcję
Przygotowanie:

Cebulę kroimy najpierw na ćwiartki a później na plasterki. Smażymy na maśle na złoty kolor. Następnie posypujemy mąką cały czas mieszając. Podsmażamy delikatnie aż powstanie zasmażka cebulowa. Dolewamy powoli pół litra zimnej wody wciąż mieszając. Przelewamy do większego garnka gdzie będziemy gotować zupę, dopełniamy wodą, wywarem czy co tam mamy - UWAGA - nie dodawać bulionów w kostce! - gotujemy pół godziny dodając świeżo mielony pieprz ew. zioła do smaku.

Sposoby podawania:
1. Zupę wlać do miseczek, posypać serem i papryką i wstawić na 15 minut do piekarnika. Na patelni usmażyć grzanki (kawałki białego pieczywa ok 1/1/1cm) z masełkiem i czosnkiem. Na stół podajemy miseczki i jeden talerz z grzankami. Przy każdej porcji stawiamy kieliszek wódki. Wlewa się ją do zupy tuż przed jedzeniem.

2. Ubić sztywną pianę z białek. Do każdej miseczki nałożyc trochę piany żeby pływała. Na pianę nałożyć grzanek i sera i zapiec w piekarniku.

Ślinka cieknie, prawda?